Co we wrześniu piszczy - Bieszczady!
Lifestyle

Co we wrześniu piszczy?

Wydawałoby się, że letnie dłuższe dni powinny także płynąć dłużej. Chyba to złudzenie, bo dłużej działamy, więcej robimy i mniej śpimy. I tak mi lato przeleciało, nawet nie bardzo zorientowałam się, że na blogu pustka. A nawet, że zaczął się październik, choć wrzesień jeszcze niepodsumowany. Wszystko za sprawą różnych życiowych przełomów, jeśli Cię ciekawią – czytaj dalej i dowiedz się, co we wrześniu piszczy! Albo w sumie piszczało.

Wydarzenie września

Tak jak w lipcowym podsumowaniu wydarzenie zagarnęła uczelnia, tak i ten miesiąc przyćmiła całkowicie. Możesz stwierdzić, że to dziwne, w końcu nadal były wakacje. Ale nie dla tych, którzy chcą rozpocząć na uczelni kształcenie jeszcze wyższego stopnia! Opis projektu badawczego, rozmowa kwalifikacyjna, maile pełne skanów i teczki wypchane papierami…

Teraz już mogę powiedzieć, że nie tylko przeżyłam ten wrzesień, ale też zrobiłam to. Dostałam się na doktorat z językoznawstwa. Pomysł uparcie realizowany ponad dwa lata, licznie pojawiający się w taktykach kolejnych 12-tygodniwoych lat. I po czasie jest ta wisienka na torcie: przyjęcie do Szkoły Doktorskiej. Choć w zasadzie to raczej dotarcie i otworzenie drzwi, za którymi czekają kolejne schody. Dobrze, że ćwiczenia zwiększają wytrzymałość.

Wyjazd września

Jest jeszcze tyle tras do przejścia!

Ukochane każdą porą roku, ale wyjątkowo piękne wczesną jesienią – Bieszczady! Mimo deszczowej aury parę dni w górskim otoczeniu to takie wakacje między rekrutacją a nauką, jakich było mi trzeba. Trochę kilometrów dla rozprostowywania nóg. Trochę smakołyków rozgrzewających i dających energię od środka. Jeśli zdarzy Ci się być w Wetlinie, zajrzyj koniecznie do Chaty Wędrowca na naleśnika-giganta z jagodami. To naleśnik, jakiego nie znajdziesz nigdzie indziej.

Dobrze widzisz, to nie było jedyne danie tego wieczoru

Deszczowa pogoda ograniczyła wędrówki, bo ja akurat nie należę do miłośników zjazdów na błocie. Ale to z kolei otwiera oczy na atrakcje, których przy słońcu się nie zauważa. Jak taki przejazd Bieszczadzką Kolejką Leśną. Prawie nie pada i tylko trochę wieje Ci w twarz, a podziwiasz zbocza, wierzchołki i urokliwe domki in the middle of nowhere. Na stacji znajdziesz też miejsce, gdzie nic na Ciebie nie pada i wcale nie wieje w twarz. A w dodatku można pooglądać zabytkowe rejestry i sprzęty z dawnych czasów kolejki.

Na tej trasie były też większe góry

Nie mogę nie wspomnieć o niezawodnym łagodzeniu wszelkich niedogodności na trasie. Przystanek na przerwę w przejeździe to istny raj straganowy. Tylko zamiast plastikowych zabawek sprzedają coś wiele lepszego. Kanapki ze smalcem! Jeśli nie kręci Cię taki produkt regionalny z czosnkiem niedźwiedzim (nie wiem, dlaczego), to znajdziesz tam także jagodzianki, herbatę i gorącą czekoladę.

No przyznaj, zachciało Ci się jeść!

Książka września

Wybitnych artykułów o metodach analizy dyskursu nie będę polecać (tym razem). Książki niezwiązane z projektem doktorskim skończyły się na tych trzech dotyczących świadomości świata.

Cytat września

Nadrabiam cały czas wiosenny „Przekrój” i tam cały bardzo dobry wywiad
z naukowcem od stanu flow, posiadającym bardzo trudne nazwisko.

I to jest właśnie to, co we wrześniu piszczy!

To znowu może wydać się dziwne, ale cieszę się na ten koniec wakacji. Jest dookoła czego układać codzienność, wróci rutyna, będzie więcej książek. Niech by tylko się jeszcze słonko pokazało! A jak u Ciebie początek jesieni?

4 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.